No to misz-masz można powiedzieć patrząc na „topic”, ale tak to właśnie u mnie wygląda. Trochę piłki w telewizji, trochę ale bardzo nie wiele informacji z telewizji „a taśmy” są ostatnio na czasie, no i ciąg dalszy przygotowań do nowej roli. Ten czas tak leci, że człowiek się ogląda za siebie i zastanawia się kiedy to przeleciało. Tak właśnie wyglądał u mnie ostatni miesiąc. Szybki, trudny, stresujący, ale również budujący, obfitujący w ciekawe interesujące spotkania i wydarzenia. Ale od początku…

Ostatni miesiąc upłynął pod znakiem przygotowań do wielkiej imprezy, organizowanej przez zespół SHOPA – Design Thinking Workspace. W poniedziałek na Uniwersytecie Technologiczno-Przyrodniczym miało miejsce niezwykłe i pierwsze w regionie tego typu spotkanie. Z całej Polski zjechali się ludzie zainteresowani metodologią Design Thinking. Nie chcę się już nad nią rozpisywać, jeśli oczywiście ktoś będzie zainteresowany, to proszę napisać, opowiem. Wydarzenie było o tyle niesamowite i niepowtarzalne, ponieważ mieliśmy bardzo inspirujący zespół prelegentów z Polski i zza granicy – przedstawiciele Hasso-Plattner Institute (Niemcy) i Design Factory Aalto University (Finlandia). Niesamowite i zaskakujące dla nas jako organizatorów było zainteresowanie konferencją 190 osób przyszło by posłuchać i tym czym jest metodologia, a także poznać SHOPĘ. Wiedzieliśmy, że będzie to wydarzenie jedyne w swoim rodzaju. Wiedzieliśmy, że będzie duże zainteresowanie ze strony słuchaczy. Wiedzieliśmy, że będzie niezapomniane. Zastanawialiśmy się tylko nad tym jakie będą wrażenia. I wiecie co…? Wszyscy byliśmy zaskoczeni tym, co nam się udało stworzyć, efektem końcowym i tym co się dzieje już teraz. Szok, szok, szok. Naprawdę powiem Wam Kochani, że uwielbiam tę pracę i tych wspaniałych ludzi. Moje życie zawodowe znów nabrało barw, rumieńców i przynosi mi wiele radości i powodów do uśmiechu. Powiem tyle SHOPA zmienia nie tylko światopogląd, sposób myślenia, ale odmienia też życie, wlewa w sercę otuchę, zwiększa poczucie własnej wartości i ładuje baterie na maksa. W moim życiu zatarły się doświadczenia zawodowe z ubiegłego roku i powrócił humor i pozytywne nastawienie. WIELKIE Dzięki.

Musiałem się tym z Wami podzielić, bo tym żyję i nie potrafię już inaczej. Wystarczyły dwa miesiące i wpadłem jak śliwka w kompot (a może powinienem powiedzieć w SHOPĘ :) ?). Konferencja za nami. Udana. Wreszcie przyszedł czas na chwilę wytchnienia. Dobrze, że przyszedł bo wtorek i środa w pracy wyglądała tak, że człowiek jakby po tygodniowej balandze, nie wiedział co ze sobą zrobić. Ten długi weekend, to zbawienie. Przyniósł relaks, ale też bardzo ważne wnioski z obserwacji. Muszę się przyznać, że wpadłem w nałóg. Jaki? Pracy. Okazało się bowiem, że ciężko mi nie myśleć o pracy. Było to trudne doświadczenie. Każda wolna chwila i myśli uciekały do pracy, do komputera. Wyrzuty sumienia, że nie siedzę przed ekranem i nie uzupełniam zaległości, albo nie wykorzystuję momentu, by zrobić coś z wyprzedzeniem. Załamałem się tym faktem. Ostatnio w moim życiu temat zawodowy jest dość istotny i wokół tego kręci się świat mój. Przeżyłem dość duży wstrząs kiedy po sobotniej wyprawie do sklepu z akcesoriami dla dzieci, okazało się, że nie wiem nawet jakiej marki wózek mamy. Karolcia wiedziała. Zawstydziłem się mocno i przeżyłem to bardzo, bo oczekuję na narodziny pierworodnego synka, a tak mało wiem o tym, czego powinienem się dowiedzieć. Musiałem się przyznać przed samym sobą, że nie poświęciłem temu ostatnio ani chwili. Karygodne. Ten weekend co najmniej dwukrotnie zwrócił mi uwagę na fakt, jak powinienem ustawić sobie priorytety w życiu, tym bardziej że w dość niedługim czasie ulegnie ono zmianie, bezpowrotnie. Jednym doświadczeniem było świadectwo jednego młodego, dwukrotnego już tatusia – doświadczenie związane z pracą zawodową. Drugim był przekaz z filmu WYOBRAŹ SOBIE. Ale trzeba obejrzeć całość, albo końcówkę, by dotrzeć do motta. Zatrzymałem się chwilę nad sobą. Muszę uważać, bo jest cienka granica między poczuciem obowiązku za rodzinę i przekuwaniem tego na potrzebę pracy, a realną odpowiedzialnością rodzica, ojca za żonę i syna. To trudne ale do zrobienia i wiem, że mi się uda.

Wiecie nasze przygotowania do przyjęcia nowego członka rodziny nabierają rumieńców. Złożyło się łóżeczko, pojawił się materacyk, pościel w drodze. Dziś dotarła do nas kolejna partia ciuszków, gadżetów. Można by się zapytać, czy na to co nas czeka można w ogóle w jakiś sposób się przygotować? Można się starać, a młody sam nas zweryfikuje :D Właśnie pojawiła się chwila i ochota by napisać Wam kilka słów. Jednym okiem zerkam na Mundial Koera Płd:Algeria. Na razie tak sobie, ale już były mecze, które nas emocjonowały. Tak, tak dobrze przeczytaliście – nas. Razem oglądamy mecze, śmiejemy się, że piłkarz rośnie, dlatego Karoliny tak te mecze nie drażnią. Wspólnie przeżywamy i ekscytujemy się, super sposób na wspólne spędzenie czasu, ostatnio nam go brakowało. Kolejny dowód na to, że weekend był potrzebny. Przyda się on również co niektórym politykom. Ostatnio tylko jakieś taśmy wypływają. Śmieszy mnie to, a szczególnie zachowanie tych światowych panów, którzy mówią o nielegalnym nagrywaniu. OK. Może to i nielegalne, ale cieszę się, że wypływają takie rzeczy, przynajmniej nabywamy wiedzy o tym jacy naprawdę są ludzie, którzy rządzą krajem. Czy to w obecnej kadencji ale i następnych. Żeby nie było, że jestem teraz w negatywny sposób nastawiony do PO. Po prostu wydaje mi się, że mamy prawo jako obywatele poznać prawdziwe oblicze polityki, byśmy nie mieli złudzeń. Tyle, nie będę się nad tym rozwlekał, bo ostatnio nie jestem na bieżąco z tym co się dzieje. Jakieś informacje do mnie docierają, ale to są głównie informacje o śmierci dzieci pozostawionych przez rodziców w samochodach; księżach pedofilach; deklaracjach sumienia i całej nagonki na wszystkich, którzy ją podpisali; matkach, które zgłosiły się do lekarzy w celu usunięcia ciąży (i tego nie dokonano), albo w celu ratowania życia (i tego też nie dokonano). Czasami się zastanawiam z czym w ogóle należy się wybrać do lekarza. Zastanawiam się, czy jest jeszcze miejsce na inne informacje ze świata? Nikogo nie interesują masowe egzekucje w Afryce, bo to nie ważne. Eh… rozpędziłem się w marudzeniu. Kończę, bo przede mną tydzień pełen pracy i kolejnych ciekawych wyzwań. Najważniejszym będzie praca nad godzeniem obowiązków zawodowych i rodzinnych :D Trzymajcie kciuki.

Wy tego nie widzicie, ale jak się loguję na bloga pojawiają się reklamy innych blogów, gdzie ludzie piszą, że w ciągu roku mają pół miliona czytających – szok. Coś mi się wydaje, że takich rezultatów nie osiągnę. Chyba, że macie jakieś pomysły, co powinienem zrobić?